Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Pliki cookies
Aktualności (ostatni kwartał)
Specjały
Przepisy i receptury
Przyprawy
Poradnik Babci Aliny
Gwarzenie przy warzeniu
Ćwierkanie na tapczanie
Wierszowane jodło
Pokochajmy chwasty
Zioła
Miody
Wody mineralne
Wokół kuchni i stołu
Obyczaje
Rękodzieło
Biblioteczka
Na wesoło
Rozmaitości
    Prezentacje
    Spotkania
Do pobrania
Redakcja
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
LISTA PRODUKTÓW TRADYCYJNYCH
BIBLIOTECZKA PDF
KUCHNIA WROCŁAWIA

GDZIEŚ W BESKIDZIE NISKIM - RADOCYNA.


 Prawie już jesienne słońce wyciągnęłoo nas z domu.
Wskazujac kierunek południowo-wschodni, skierowało nasze kroki w kierunku Radocyny. To jedna z tych licznych miejscowości w Beskidzie Niskim, których - w zasadzie... nie ma. Mimo to postanawiamy - musimy tam dotrzeć.

To nasze drugie podejście. W ubiegłym roku wyruszyliśmy z przygranicznej Koniecznej zaopatrzeni w słowackie czekolady i taką płaską butelkę z ciemnozielonego szkła o wdzięcznej nazwie "Beherovka". Nie mozemy sobie dziś przypomnieć z jakiej przyczyny, może zbyt szybko skonsumowaliśmy prowiant, faktem jest, że czegoś nam zabrakło, by do Radocyny dotrzeć.

- A A A +
Drukuj Drukuj
 E-mail  E-mail
RSS RSS

Tym razem wybralismy trasą spod Magury Małastowskiej, przez Pątną, Małastów, Jasionkę (może to od jesiennego płaszcza?).  Tam koniec asfaltu ,więc przymusowa wysiadka z samochodu, chociaż byliśmy w tym względzie wyjątkiem, bo inni uparcie męczyli swoje metalowe mustangi wzniecając przy tym pieskowe burze i zakłócając wędrówkę np. pytaniem o ... ogień lub czy daleko do schroniska, jakby to dla nich miało jakieś znaczenie.

A z tym ogniem to jakaś dziwna sprawa. Czterech młodych ludzi jechało samochodem kilkanaście kilometrów po wertepach, żeby na końcu drogi kupić zapałki, zapalić papierosy i zaraz wracać. Czegoś tu nie rozumiem, ale wróćmy na nasz szlak...

Najpierw nad naszymi głowami pojawia się uskrzydlona "3-ptasia" rodzinka (jaka szkoda, że nie jestem ornitologiem), która jakoś tak niebezpiecznie zaczęła się nam przygladać robiąc coraz mniejsze okręgi, więc przezornie wzięłam swoje dwa "pisklęta" za raczki, a fortelem idacego na przedzie "starego ptaka", i skręciliśmy ostro w las.

Fortel to grzyby, których ja nie rozróżniam i oprócz pieczarek z marketu nie jem, ale moja druga połowa (jaka tam połowa raczej 3/4 ) zbiera, zbiera i ... rozdaje sąsiadkom. Tym razem też znalazł kilka prawdziwków, maślaków - wierzę mu na słowo, a moja wiara jest wielka, bo teraz się suszą i będą na wigilię do barszczu i kapusty.

          

          

My już  idziemy całą godzinę, a Radocyny nie widać, za to widoki - coś wspaniałego. Co kilkadziesiąt metrów kamienne krzyże i kapliczki, ukryty w lesie cmentarz z I wojny światowej, jakiś tajemniczy mostek i furtka do starej chatynki - Czarne, kolejna wioska, która nie ma ludzi, chyba, że tak jak my przechodzą i tylko na chwile przystaną, by zerwać kiście czarnego bzu (bardzo zdrowy sok w zimie na przeziębienia), nazbierać kogutków i tarniny (gasiory jeszcze muszą trochę poczekać na odpowiedni wsad).
Idziemy coraz wolniej, albo czas chyba też wolniej płynie albo nogi wolniej niosą.
A dla tego gościa czas się całkiem zatrzymał. Rower oparł o drzewko i śpi sobie w najlepsze - gdy wracamy po 4 godzinach leży dalej w tej samej pozycji. Zaniepokojeni zatrzymaliśmy się, lecz on podnosi głowę mówi: szczęść Boże, więc stwierdzamy w zasadzie retorycznie, że już może zimno, ale nieznajomy brodacz orzekł ze spokojem, że nie i położył głowę na trawiasto-liściastej poduszce - szczęśliwi czasu nie liczą.

          

Mapa wskazuje, że do Radocyny jeszcze około godziny drogi. To trochę zbyt dużo jak na możliwości "przewodnika stada". Już zaczął rozkładać kocyk u żródeł rzeki Wisłoki, ale skądś pojawił się łaciaty piesek. Pokręcił  się, poprzymilał i ruszył w drogę, a my wiedzeni jakąś tajemniczą siłą za nim. Zza zakrętu wyłonił się najpierw dach, potem białe ściany, drewniany płot i otwarte drzwi, a przed nimi... tajemniczy piesek. Dotarliśmy na miejsce -  Radocyna Ośrodek Szkoleniowo-Wypoczynkowy Nadleśnictwa Gorlice. Można odpocząć, zjeść posiłek oraz przenocować (36 miejsc), a po odpoczynku wyruszyć np. na Szlak im. Jana Jaworeckiego. No i podziwiać, podziwiać piękną, nieskalana naturę.

Najpierw zamawiamy herbatę z cytryną, a potem przenosimy się na plac grillowy przed schroniskiem i sięgamy do plecaka - chleb, schabowe, ogórki, a potem brzoskwinie, winogrona - wszystko smakuje lepiej, inaczej i szybciej znika w naszych brzuszkach nią w domowych warunkach (nawet dla pieska niewiele zostaje).
Ktoś pyta o bacówkę - mijaliśmy po drodze. Może wstąpimy po oscypki i świeży bundz.
Z trudem odrywamy plecy i uda od drewnianych ław, ale pora wracać. Jakoś mniej interesują nas krajobrazy, uważniej patrzymy pod nogi... Stajemy na moment, by uwiecznić rozdartÄ? sosnę, stado owiec z apetytem smakujących beskidzka trawę i pędzące na nas mustangi...

Z zachodem słońca docieramy do samochodu, jeszcze mała sprzeczka - czy to coś tam pod lasem to bażant czy może jastrząb, czy było 15 czy może 20 kilometrów i kto zjadł ciasteczka...? Było pięknie!

Zanim się tam znajdziecie możecie "pochodzić" palcem po mapie na Szlaku im. Jana Jaworeckiego.

Tekst i foto:
Ewa żarnowska - potrawyregionalne.pl
© JM MEDIA 2006. All rights reserved.

 
Wróć ...
Napisz komentarz
  • Prosimy o komentarze odpowiadające tematowi newsa.
  • Personalne odniesienia do autorów artykułów i innych komentarzy będą usuwane.
  • Prosimy nie dodawać w komentarzach odnośnikow do swoich stron WWW. Takie komentarze również będą w całości usuwane.
  • Komentarze pozostawiane przez anonimowych, niezarejestrowanych użytkowników ukażą się na stronie dopiero po zaakceptowaniu przez moderatora.
Autor:
Komentarz:
TŁOCZNIA OWOCÓW PAWŁOWSKI
MELBA ZAPRASZA
EDYTA SZAST ZAPRASZA...
FESTIWAL ŚLĄSKIE SMAKI
KALENDARZ' 2017