Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Pliki cookies
Aktualności (ostatni kwartał)
Specjały
Przepisy i receptury
Przyprawy
Poradnik Babci Aliny
Gwarzenie przy warzeniu
Ćwierkanie na tapczanie
Wierszowane jodło
Pokochajmy chwasty
Zioła
Miody
Wody mineralne
Wokół kuchni i stołu
Obyczaje
Rękodzieło
Biblioteczka
Na wesoło
Rozmaitości
Do pobrania
Redakcja
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
LISTA PRODUKTÓW TRADYCYJNYCH
BIBLIOTECZKA PDF
KUCHNIA WROCŁAWIA

PÓŁPOŚCIE (ŚRÓDPOŚCIE).


W całej niemal Polsce - szczególnie na wsiach był to - dzień... garkotłuka. W małopolskim Szczyrzycu - dzień ważenia (bynajmniej nie gotowania) żuru.
Półpoście (Śródpoście) było tradycyjnym zwyczajem ludowym, przypadającym w dwadzieścia dni po Popielcu (niekoniecznie z soboty na niedzielę, lecz także w dni powszednie, w środę i ze środy na czwartek). Zwykło się je jednak obchodzić w czwartą niedzielę wielkopostną, którą w Polsce - niemal do połowy XX wieku określano mianem „śmiertelnej”, „śmiertnej”, „białej” lub „czarnej”.
Na jeden dzień i jedną noc zatracał się pokutny charakter Wielkiego Postu, na rzecz płatania figli (mniej czy bardziej wyrafinowanych), wrzawy i ogólnej wesołości.
- A A A +
Drukuj Drukuj
 E-mail  E-mail
RSS RSS
O praktykach półpościa tak pisze Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej”:
Ponieważ dawniej Post wielki zachowywany był tak surowo, że od środopościa przestawano spożywać gotowanych potraw, powstał więc na pamiątkę tego zwyczaj tłuczenia w dniu tym starych garnków, tak opisany z czasów Saskich przez ks. Kitowicza. „Młokos przed niewiastą przechodzącą, dziewka przed mężczyzną rzucała o ziemię garnek popiołem suchym napełniony, trafiając tak blizko, żeby popiół z garnka obsypał i okurzył idącą osobę. Zawołał wówczas swawolnik: „Półpoście, mości panie! lub mościa panno!” i uciekł. Wszakże sądy marszałkowskie, karząc za to na worku lub skórze, i to powściągnęły. Po wsiach uderzano garnkiem podobnym o drzwi, okiennicę lub ścianę, budząc śpiących odgłosem tym i krzykiem: „Półpoście!”

Przywołajmy zatem pełen cytat Jędrzeja Kitowicza „Opisu obyczajów za panowania
Augusta III”. Oto fragment odnoszący się do Popielca i dni po nim następujących:
...Na ten popielec zjeżdżali się i schodzili do kościołów wszyscy katolickiego wyznania, panowie nawet najwięksi nigdy go nie opuszczali. Ale że nie wszyscy byli sposobni w Stępną Środę do przyjęcia tego obrządku, przeto dawano go drugi raz po kościołach, mianowicie po wsiach, w pierwszą niedzielę postu. Taka zaś była jeszcze pobożność Polaków pod panowaniem Augusta III w latach początkowych, że nawet chorzy, nie mogący dla słabości przyjąć popielcu w kościele, prosili o niego, aby im był dany w łóżku.


Lecz ku końcu panowania wyżej wyrażonego króla, gdy wiara stygnąć poczęła, w młodzieży osobliwie duchem libertyńskim zarażonej, popielec ledwo miał ciżbę do siebie w kościele, i to najwięcej od pospólstwa; po domach zaś rozdawać go, gdy nicht nie prosił, w cale zaniechano. Ale natomiast nie fatygując księży swawolna młodzież rozdawała go sobie sama, trzepiąc się po głowach workami popiołem napełnionymi albo też wysypując zdradą jedni drugim obojej płci na głowy pełne miski popiołów. Ta jednak swawola nie praktykowała się po wielkich domach, tylko po małych szlacheckich i po miastach między pospólstwem.


Druga ceremonia - nie kościelna, ale światowa - z popiołem bywała długo w używaniu po miastach i po wsiach, która zawisła na tym, że jaki młokos przed przechodzącą lub tuż za przechodzącą niewiastą albo jaka dziewka przed lub za przechodzącym mężczyzną rzucała o ziemię garnek popiołem suchym napełniony, trafiając tym pociskiem tak blisko osoby, że popiół z garka rozbitego, wzniesiony na powietrze, musiał ją obsypać albo obkurzyć. Co zrobiwszy swawolnica lub swawolnik, zawoławszy: „Półpoście, mości panie” lub „mościa pani”, albo „panno”, uciekł; że zaś nie kożdy mógł znieść cierpliwie taki ceremoniał, sukni i oczom szkodliwy, mianowicie gdy między osobą czyniącą i cierpiącą żadnej przyjaźni i znajomości nie było, trafiało się, że stąd wynikały zwady i bitwy, a tak ta ceremonia niedługo ustała, przeniósłszy się z katolików na samych Żydów, których afrontować i nie tylko garkiem popiołu za plecy zwalić, ale też i kijem wyprać za lada okazją wolno było, osobliwie w Warszawie, gdzie Żydzi, nie mający prawa inkolatu, bardzo pokornymi być musieli, a zatem małe krzywdy i urazy cierpliwie znosili. 

           

 Na stronie internetowej parafii Opatrzności Bożej w Krakowie-Swoszowicach znajdujemy taki opis:
W dniu w którym przypadała połowa Wielkiego Postu, po ulicach wsi i miast biegali chłopcy, hałasując drewnianymi kołatkami i terkotkami, waląc z hukiem drewnianymi młotami, inaczej szlagami - co zwało się wybijaniem półpościa - i rozbijając gliniane garnki i czerepy wypełnione popiołem o drzwi domów, tych zwłaszcza, w których mieszkały panny na wydaniu. Wykrzykiwali przy tym głośno: półpoście, półpoście! Nawet bardzo pobożne osoby tolerowały te hałasy i psoty. Oznaczały one bowiem, że zbliżą się wesoły i suty czas świąteczny i że pora rozpoczynać wielkie, wiosenne porządki oraz inne przygotowania do świąt Wielkanocnych.

Stąd właśnie wzięła się potoczna nazwa polskiego Półpościa - „dzień garkotłuka” - symbolicznie wyznaczający połowę Wielkiego Postu.
Pośród figli półpostnych znajdowały się też i takie, jak: wrzucanie do izby garnka wypełnionego popiołem, malowanie okien domostw słoniną, wapnem lub jakąkolwiek mazią, bielenie wapnem płotów, wciąganie na dachy domostw (także budynków gospodarczych w obejściach) sań, wozów i innych ciężkich sprzętów używanych w gospodarstwach. Wyjmowano z zawiasów ciężkie bramy i furty, przenosząc je w odległe miejsca lub umieszczając na drzewach.
Figlami szkolnymi było przyczepianie sobie przez rówieśników do ubrań symbolicznych „kloców” - kawałków drewna lub papieru.

Nielekko miały panny, którym nie udałóo się wyjść z mąż w karnawale. Chłopcy przyczepiali im na plecach kartki z napisem „Szukam męża” lub wydmuszki z jajek do spódnicy.

W witrynie: etnologia.amu.edu.pl czytamy:
Śródpościu towarzyszyły praktyki mające na celu „wypędzenie zimy” oraz „przywołanie wiosny”. „Rytualnie” grzebano symbole zimy i śmierci (zwykle pod postacią kukły wyobrażającej kobietę), aby na jej miejsce wprowadzić symbole życia i wiosny (ustrojone zielone gałęzie). […]
W Polsce najpowszechniejszy był obrzęd topienia lub palenia kukły słomianej (wspominają o niej już źródła XV-wieczne, Kościół te praktyki potępiał i zwalczał), którą w zależności od regionu nazywano Marzanną, Moreną, Marzaniokiem, Śmierztką, Śmiercichą. Postać ta była wyobrażeniem i symbolem zimy, śmierci, chorób, głodu, zła i udręki.
Współcześnie, marzannowe praktyki dzieci i młodzież (także w regionach, gdzie wcześniej nie występowały) przeniosły na równonoc wiosenną, 21 marca, początek astronomicznej wiosny.
Dopełnieniem „niszczenia zimy” było przywoływanie wiosny pod postacią nowego lata - gaika zielonego. Polegało to, np. (Wielkopolska) na wprowadzaniu (zwykle następnego dnia) ozdobionej, zielonej gałęzi do wsi, śpiewając „Nowe latko maj - Boże szczęście nam daj” albo „Mor ze wsi - lateczko do wsi”.

We Wrocławiu, w połowie XIX wieku, z gaikiem chodziły dzieci z przytułków. Pochodom tym towarzyszyły pieśni i piosenki oraz zbieranie datków. „Chodzenie z goikiem” (na rycinie) odbywało się w czwartą niedzielę Wielkiego Postu.


    


                        

 
„Goik” (gaik) spotkamy i współcześnie na Śląsku. Czy jeszcze się z nim chodzi? Czy już tylko ozdabia miasta i miejscowości? (na zdjęciu gaik z rybnickiego rynku).

Warto pamiętać, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu rygory postne były znacznie ostrzejsze, niż współcześnie obowiązujące. W postnej strawie dominował chudy żur, ziemniaki z cebulą, które okraszane olejem lnianym lub konopnym oraz chleb z cukrem polany ciepłą wodą.

Jak czytamy w witrynie: etnologia.amu.edu.pl:
W średniowiecznej Europie od środpościa do Wielkanocy przestrzegano zaostrzonych rygorów postnych. Podstawą pożywienia był chleb, ryby wędzone i suszone owoce. Ograniczano nawet, lub całkowicie z nich rezygnowano, spożywanie potraw gotowanych i ciepłych. Stąd też pochodzą stare polskie przysłowia „Kwasi się jak ogórek w śródpoście” i „Niedziela głucha, środopostnej słucha”.


Niestety, od kilkunastu lat zatracił się wesoły, figlarny charakter śródpostnego dnia i nocy. Dla wielu mieszkańców wsi, a także mniejszych miast, są to noce nieprzespane, w obawie przed coraz częstszymi aktami pospolitego wandalizmu i chuligaństwa, którego ofiarami padają ich posesje oraz obejścia.Nie ma dawnej radości. Jest zwykły strach i obawa, że na naprawę szkód, poczynionych zupełnie bezmyślnie absurdalnie - by nie powiedzieć – z... małpią głupotą (!!!), trzeba będzie wydać niemałe pieniądze lub stracić sporo czasu, jeśli okażą się do usunięcia własnymi rękoma.

Wróćmy jednak do weselszej strony półpościa i obyczaju, który praktykowany był do niedawna tylko w jednej polskiej miejscowości - małopolskim Szczyrzycu (czy jest nadal praktykowany - nie wiem, podobnie jak nie wiem, czy gdziekolwiek w kraju jeszcze się uchował).
W Szczyrzycu i okolicach za zwyczajnym jadłem, nawet niezbyt obfitym tęskniono tak bardzo, że urządzano ważenie żuru.

Rzecz jasna nie idzie o gotowanie, bo wówczas napisałbym o „warzeniu”, lecz o bardzo specyficzny, wesoły obrządek.
W artykule pt. „Zwyczaje wiosenne mieszkańców ziemi szczyrzyckiej”, opublikowanym na łamach „Kuriera z  Jodłownika” (4/2003), Halina Matykiewicz, na podstawie materiałów zebranych przez Walerię Cudek, tak pisze o tym nietypowym obyczaju...
W połowie postu, w niektórych domach, urządzano ważenie żuru. Uczestniczyły w tym dwie wybrane osoby. Jedna z nich, znająca zabawę, wychodziła na drzewo, druga natomiast stawała pod drzewem. W tym momencie rozpoczynało się ważenie. Osoba stojąca pod drzewem, podawała gliniany garnek, pełen żuru, osobie siedzącej na drzewie, a ta powoli przechylając garnek, udając że waży, wylewała jego zawartość na głowę stojącego pod drzewem. Radość obserwatorów była wielka, ponieważ wylanie połowy żuru zwiastowało rychły koniec postu.

W tym samym artykule znajdujemy również zwyczaj „oddawania żuru” praktykowany w Szczyrzycu i okolicznych miejscowościach w Wielką Sobotę po południu.
Wyglądało to tak: chłopcy do wiadra z wodą wsypywali popiół i udawali się do domów, w których mieszkały dziewczęta. Ukradkiem wchodzili do ich mieszkań i wylewali brudną wodę na pięknie wyszorowane podłogi. Im bardziej złościły się dziewczęta, tym bardziej zadowoleni byli chłopcy.

Większą cierpliwością w„żegnaniu” chudej, postnej kuchni wykazywali się mieszkańcy innych regionów Polski np. Opolszczyzny czy Mazowsza. Tam „pożegnania” żuru (palenie żuru) odbywały się dopiero w wielkotygodniową środę.
W północnej Małopolsce (w okolicach Olkusza), ale także na Kujawach, Pomorzu czy np. w wielkopolskim Krotoszynie żurowi, a także śledziowi, urządzano „pogrzeb”. Obyczaj ten praktykowano jednak dopiero w Wielki Piątek.
Taki opis znaleźliśmy na jednej z olkuskich witryn internetowych...
Wbrew potocznym opiniom Wielki Piątek i Wielka Sobota były nie tylko czasem smutku i umartwień, ale również pożegnania z trwającym 40 dni postem. Tego dnia gospodynie gotowały postny żur, bez odrobiny mięsa. Orszaki pogrzebowe mieszkańców wioski, poprzedzane przez osobę dźwigającą garnek z zupą, wędrowały na skraj wioski, gdzie przy ogólnym aplauzie żur lądował w przydrożnym rowie. Podobne znaczenie miała tradycja wieszania śledzia. Ryba dyndała na sznurku za karę, że tak długo była prawie jedynym pożywieniem poszczących.


W okolicach Krakowa zakopywano także garnek z popiołem, który symbolizował zakończenia czasu smutku i pokuty, a nadejścia czasu radości.
Na Kujawach i Pomorzu, w Wielki Piątek i Wielką Sobotę, pogrzeby żuru przybierały różne formy. Najczęściej wiejscy chłopcy skrywali się z garnkiem żuru za rogiem chałupy, w której mieszkały podobające się im dziewczyny, a następnie wybiegali i oblewali zupą drzwi. Często dziewczyny wychodziły umyć pochlapane drzwi, a dla chłopców była to okazja do żartów i zaczepek.

Zdarzało się, że gliniane garnki z żurem rozbijano o domy. Jednak nie zawsze garnki były wypełnione żurem.
Tłuką garnki napełnione popiołem, gnojem, błotem i innemi nieczystościami (niby żurem) o drzwi i okna chałup, a rozbiwszy one, mocno nieraz drzwi i okna popaskudzą -
pisał Oskar Kolberg.

Czasami chłopcy do słomianego powrósła, rozwieszonego jak girlanda pomiędzy kominami chałup, przywiązywali garnek z sadzami i popiołem. Gdy ktoś przechodził podbiegali i długimi kijami rozbijali naczynie, którego zawartość wysypywała się na nieostrożnego przechodnia. Chłopcy na miejsce rozbitego garnka wieszali inny i czyhali na koleją ofiarę swoich żartów.
Dziewki unikają tej wędrówki, aby się na przykre skutki owej swawoli chłopców nie naradzić, więc je nierzadko ci ostatni pochwytują z zasadzki, gwałtem pod ów garnek ciągną, i nie wypuszczają dopóty, dopóki ich całkiem niemal sadzami i popiołem nie oszpecą, od czego wszakże, chronić je zwykło wykupne, to jest kilka groszy danych na wódkę
- opisywał Kolberg.
W okolicach wielkopolskiego Krotoszyna wielkopiątkowy pogrzeb żuru był orszakiem niosącym garnki wypełnione żurem. Niesiono je na barkach i wylewano do rowów i fos na skraju wsi.

Tak to drzewiej w Półpościu (Śródpościu) bywało...



Leszek Horwath
Foto: archiwum potrawyregionalne.pl
© JM Media. All rights reserved.
 
Wróć ...
Napisz komentarz
  • Prosimy o komentarze odpowiadające tematowi newsa.
  • Personalne odniesienia do autorów artykułów i innych komentarzy będą usuwane.
  • Prosimy nie dodawać w komentarzach odnośnikow do swoich stron WWW. Takie komentarze również będą w całości usuwane.
  • Komentarze pozostawiane przez anonimowych, niezarejestrowanych użytkowników ukażą się na stronie dopiero po zaakceptowaniu przez moderatora.
Autor:
Komentarz:
TŁOCZNIA OWOCÓW PAWŁOWSKI
MELBA ZAPRASZA
EDYTA SZAST ZAPRASZA...
FESTIWAL ŚLĄSKIE SMAKI
KALENDARZ' 2017