Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Pliki cookies
Aktualności (ostatni kwartał)
Specjały
Przepisy i receptury
Przyprawy
Poradnik Babci Aliny
Gwarzenie przy warzeniu
Ćwierkanie na tapczanie
Wierszowane jodło
Pokochajmy chwasty
Zioła
Miody
Wody mineralne
Wokół kuchni i stołu
Obyczaje
Rękodzieło
Biblioteczka
Na wesoło
Rozmaitości
Do pobrania
Redakcja
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
LISTA PRODUKTÓW TRADYCYJNYCH
BIBLIOTECZKA PDF
BABCIA ALINA NA FACEBOOKU
BABCYNE GWARZENIE - WANDA CZUBERNATOWA
NASZ PROFIL NA fACEBOOK'U - ZAPRASZAMY
KUCHNIA WROCŁAWIA
STOWARZYSZENIE MAŁOPOLSKIE DZIEDZICTWO SMAKU
FUNDACJA KLUB SZEFÓW KUCHNI
PORTAL GASTRONOMICZNY GastroWiedza.pl

PIENIŃSKIE BOŻE NARODZENIE.


Szczególny dzień oczekiwania na przyjście Bożego Dzieciątka i wieczór czuwania (łac. „wigilia” - czuwanie), praktycznie we wszystkich regionach Polski, ma swój uświęcony odwieczną tradycją, nienaruszalny porządek - ba, wręcz - kanon.  Nie inaczej było i jest w Pieninach.  Znajdziemy tu także odrębności warte i przypomnienia, i poznania.
Jak wszędzie, obowiązuje tego dnia ścisły post. W wielu domach poszczono nie jedząc, aż do wieczerzy wigilijnej. Gdzieniegdzie pozwalano na zjedzenie jałowej kwaśnicy z grulami (ziemniakami), moskola (placka z gotowanych ziemniaków i mąki owsianej pieczonego na blasze), upieczonych na blasze lub w popielniku ziemniaków z surową kiszoną kapustą wprost z beczki.
- A A A +
Drukuj Drukuj
 E-mail  E-mail
RSS RSS
Kobiety od rana warzyły wigilijne potrawy, a mężczyźni, nie chcąc im przeszkadzać, rąbali drewno, by zrobić zapas do palenia w piecu na całe święta, zaś wczesnym południem szli do lasu po jedlickę (choinkę) i cetynę (jodłowe lub świerkowe gałęzie).
 
Choinkę, w wielu domach ze względu na brak miejsca, podwieszano u sufitu. Często była to rozłożysta podłaźniczka zrobiona z sosnowych gałęzi. Drzewka dekorowały dzieci, wieszając ozdoby wykonane domowym sposobem jeszcze podczas długich adwentowych wieczorów: papierowe i słomiane łańcuchy, papierowe i słomiane aniołki oraz zwierzątka, anielskie włosy zrobione z pociętego nożyczkami celofanu. A ponieważ wszelkie łakocie były drogie, zawieszano też - ku ozdobie - jabłka i orzechy włoskie pomalowane na kolor złoty lub srebrny. Dekoracji dopełniały światy - gwiazdy wykonane przemyślnie z opłatków oraz świeczki. Tak udekorowane drzewko nazywano jezulankiem.
 
Wigilijny dzień od samego rana był niezwykły pod wieloma względami. Miał też znaczenie wróżebne (magiczne).
Nie należało i nie wypadało nikogo odwiedzać, załatwiać jakichkolwiek spraw, czy czegokolwiek - broń Boże - pożyczać. Jeżeli już jednak zdarzyło się że przyszedł mężczyzna - oznaczać to miało pomyślność, jeśli kobieta - problemy, troski i niepowodzenia w nadchodzącym roku.
Wszyscy mieli obowiązek być dla siebie mili, jeśli chcieli, by w spokoju upłynął im przyszły rok. Z tego też względu dzieci musiały być grzeczne i nie psocić, by nie oberwać w skórę, bo... wiadomo. Gospodynie nakładały len na wszystkie wrzeciona znajdujące się w domostwie, by przez cały rok nie zabrakło go w gospodarstwie na odzienie.
 
Specyficzną magiczną rolę pełniły małe podłaźniki - splecione z jedliny, w kształcie krzyża. Miały chronić dom i obejście od wszelakich złych mocy. Z takimi podłaźnikami gazda szedł do bydła, błogosławił inwentarz, a  podłaźnik zatykał nad wejściem do obory lub szopy.
Zatykał też podłaźnik nad wejściem do izby, po czym - wedle pradawnego obyczaju - wnosił do izby snopek owsa (by nigdy nie zabrakło ziarna) i ustawiał go w kącie, w pobliżu stołu, a na stole kładł garść siana, na pamiątkę położenia Bożego Dzieciątka po narodzinach nie w kolebce, lecz w bydlęcym żłobie.
To był ostateczny sygnał do rozpoczęcia wieczerzy wigilijnej - Wiliji.
 
Odświętnie odziani domownicy gromadzili się wokół stołu i odmawiali dziękczynną modlitwę. Gospodarz obdzielał wszystkich opłatkiem, poczynając od żony, a później wedle starszeństwa, aż po najmłodszych. Poświęcony opłatek układano na talerzyku położonym na sianku (w niektórych domach na talerzyku ze zbożem i bobem, niekiedy przy talerzyku z opłatkiem ustawiano miseczkę z miodem). Kolorowy (zazwyczaj różowy) opłatek pozostawiano nietkniętym, bo jego przeznaczenie było inne, o czym za moment.
Rozpoczynano składanie życzeń, a po nich zasiadano do wieczerzy. Zasiądźmy zatem i my przy wigilijnym pienińskim stole, na który zapewne i dzisiaj spotkamy: zupę grzybową z kluskami, barszcz z uszkami, pamułę z suszu owocowego (zupę gruszkowo-śliwkową zagęszczoną do konsystencji leguminy mąką razową i słodzoną miodem), fizoły (fasolę zwaną też piechotą) ze śliwkami, kapustę z grochem i pęcokiem (grubą kaszą), różne rodzaje pierogów (z jabłkami, borówkami, śliwkami, kapustą i grzybami czy grochem i orzechami), gołąbki z ryżem i grzybami, łazanki z kapustą, kompot z suszonych owocówwselenijakie (najróżniejsze) ciasta - drożdżowe buchty i strucle, placki zawijane z serem, z makiem, lub z marmoladą oraz - najsmakowitsze tego wieczoru - serniki. Onegdaj - zanim karp stał się obowiązkowym daniem wigilijnym - zdarzał się i pstrąg (z Dunajca lub Grajcarka) usmażony na oleju lnianym.

Należało skosztować każdej z 12 potraw i baczyć, by bodaj po łyżce każdej z nich zostawić zwierzętom gospodarskim, a wieczerzę zakończyć wspólnym śpiewaniem kolęd.
Resztki jadła z wigilijnej wieczerzy, wraz z kolorowym opłatkiem i siankiem ze stołu, gospodarz zanosił do obory. Obdzielał nim sprawiedliwie wszystkie zwierzęta. Powszechnie wierzono, że taka strawa zapewni wszelkiej żywinie (zwierzętom gospodarskim i domowym) siłę oraz ochroni przed chorobami. Sianko spod obrusa skrzętnie zbierano i dodawano bydłu do codziennej karmy w dniu Św. Szczepana, by chowało się w zdrowiu.
 
Nastawał czas wróżebny... Gospodynie spoglądały w niebo. Duża ilość gwiazd zapowiadała, że w nadchodzącym roku kury nie będą nieść jaj. Niebo czyste i jasne stanowiło dla gospodarza przestrogę przed nieurodzajem i pustką w stodole.
Wigilijna pogoda była jeszcze z jednego względu ważna. Od 13 grudnia, któremu patronuje św. Łucja, uważana za patronkę baców, bacznie obserwowano aurę interpretując wszelkie zachodzące w niej wydarzenia, a szczególnie anomalie. Pogoda w dniu św. Łucji zapowiadała jaki będzie styczeń, kolejne dni - kolejne miesiące przyszłego roku, a wigilijna - przeszłoroczną pogodę grudniową.
Po wieczerzy wigilijnej panny, szczególnie te „na wydaniu”, wybiegały przed chałupy nasłuchując głosu szczekającego psa. Narzeczony lub przyszły mąż miał nadejść właśnie z tej strony, z której dochodziło szczekanie.
 
Przed północą wychodzono do kościoła na na pasterkę. Przy wtórze organów niosły się, hen ku Trzem Koronom, pięknie śpiewane kolędy. Po mszy składano życzenia bliższej i dalszej rodzinie.
Wracając z  pasterki gospodarz „sporządzał” galilejskie wino (to piękny, pieniński, już tylko gdzieniegdzie praktykowany bożonarodzeniowy obyczaj !!!). Przynosił z rzeki lub potoku wiadro wody. Wrzucał do niego drobne, srebrne monety i cetynowe gałązki. W poranek Bożego Narodzenia należało umyć się taką wodą, bo służyła ona poprawie zdrowia, wyostrzeniu wzroku, a kobietom wygładzała cerę.
 
Nakazy i zakazy obowiązywały także podczas pozostałych świątecznych dni.
W dzień Bożego Narodzenia nie wolno było nikogo odwiedzać, a gospodarzowi nie wolno było się położyć do łóżka przed nocą, bo mogłoby mu się położyć... zboże w polu. Nie sprzątano izby, nie gotowano strawy, bo należało zjeść wszystko, co pozostało z wieczerzy wigilijnej.
Drugiemu dniu świąt patronuje Św. Szczepan. W kościołach święcono ziarna zbóż na wiosenny zasiew, by wydały obfite plony.
Można było już iść w gości, więc kawalerowie chodzili do panien na... podłazy  i podsiewali (suli) je owsem, co było oznaką bardzo poważnych matrymonialnych zamiarów, zaś grupy kolędnicze rozpoczynały harce trwające do Święta Trzech Króli.
 
Na zakończenie jeszcze jeden - zupełnie niezwykły - obyczaj pieniński zwany... kromka dla Tomka (!!!)
W niektórych domostwach dzielono się nie tylko opłatkiem, lecz także chlebem. Przed pokrojeniem bochenka jego spód naznaczano nożem, kreśląc znak krzyża. Piętkę chleba skrzętnie chowano, aż do Wielkiej Soboty. Wówczas wkładano ją do kosza ze święconym.
kromkę dla Tomka, posoloną święconą solą, należało rozdać - po skibce - wszystkim zwierzętom gospodarskim w wielkanocny poranek.
 

Tekst i foto:
Leszek Horwath - www.potrawyregionalne.pl
 
Wróć ...
Napisz komentarz
  • Prosimy o komentarze odpowiadające tematowi newsa.
  • Personalne odniesienia do autorów artykułów i innych komentarzy będą usuwane.
  • Prosimy nie dodawać w komentarzach odnośnikow do swoich stron WWW. Takie komentarze również będą w całości usuwane.
  • Komentarze pozostawiane przez anonimowych, niezarejestrowanych użytkowników ukażą się na stronie dopiero po zaakceptowaniu przez moderatora.
Autor:
Komentarz:
FAKRO - OKNA Z POMYSŁEM!!!
NATURALNIE!!! Z BESKIDU NISKIEGO.
LEGENDARNY SMAK !!!
TŁOCZNIA OWOCÓW PAWŁOWSKI
RZEMIEŚLNICZE WYROBY MASARSKIE
MELBA ZAPRASZA
EDYTA SZAST ZAPRASZA...
FESTIWAL ŚLĄSKIE SMAKI
KALENDARZ' 2017